Kiedy pierwszy raz czytałem Fausta Goethego zwróciłem uwagę jest on w istocie tragedią grecką. Tragos to śmierdzący capem kozioł, z którego wywodzi się ponura nazwa tragedii. Jednakże to co Greków jest wynikiem zmagania się z losem, u Tuska – Fausta jest katastrofą, wynikiem dobrowolnie zawartej umowy z własnym egoizmem.
Teraz widzę, że Goethe opisał Tuska. Faust to metafora kogoś, kto bardzo, ale to bardzo chce przewodzić swojemu ludowi w budowaniu wielkiej grobli. a że nie wierzy jego w moc sprawczą, bo polskość to nienormalność, więc zawiera umowę z diabłem, dobrowolny układ o nazwie SAFE by sprawę przyspieszyć.
Ten układ i kompromis śmierdzi capem, kozłem właśnie, diabłem z Niemiec, Mefistofelesem, którego postać zewnętrzną mitologia chrześcijańska wzięła od kozła-satyra.
Tusk – Faust to konformista, który bierze pieniądze od Niemca diabła i wydaje zarządzenia:
Tu ludzi za mało;
Do pracy trzeba niezliczonych rzesz.
Popędzaj groźbą, zachęcaj pochwalą,
Obiecaj, przekup, zmuszaj – rób co chcesz!
Codziennie stawaj przede mną i mów.
Jak rośnie grobla, dokąd dobiegł rów.
Moralne instytucje demokracji nie są przygotowane na smród z rudego tragosa. Kiedy polityk chce za wszelką cenę osiągnąć swój cel, sprawa wolności musi się skończyć tragicznie. Oto dlaczego w naszym pięknym królestwie wszystko tonie w ponurym kurestwie?
Anatomia upadku Tuska